Grzebiąc kijem w mrowisku
W minionych 12 miesiącach z funduszy inwestycyjnych wycofano 35 mld zł. Po kilku dobrych latach przyszło odwrócenie trendu. Przyczyna zniechęcenia do funduszy jest prosta: DUŻE straty. Głównym winowajcą: rynek akcji. Mimo że średnia roczna stopa zwrotu z WIG-u wyniosła 5 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat, to wynik inwestycyjny sektora TFI na akcjach, liczony wewnętrzną stopą zwrotu (IRR), wyniósł -17,7 proc. w skali roku (dla porównania, OFE mają w tym okresie IRR równy o, czyli wartość akcji w 2008 r. równa jest wartości początkowej z 2004 r. i sumie wpłat na akcje).
Zakładając, że zachowana byłaby proporcja między sumą wpłat w okresie 2004-2008 a wartością portfela na początku 2004 r., plan systematycznego inwestowania w akcje (WIG) przyniósłby w sektorze TFI wynik (IRR) na poziomie -12,2 proc. rocznie (dla porównania, 0 proc w OFE).
Czy to dobrze, czy źle, że silne wsparcia są tak blisko?
Około 13 proc. dzieli amerykański S&P 500 od dołków internetowej bessy, stanowiących bardzo silne wsparcie. W początkach czwartkowej sesji było to zaledwie około 7 proc.
Przy obecnej zmienności notowań to bardzo niewiele. Czy z bliskością tak silnej bariery można wiązać nadzieję na odbicie, czy raczej obawiać się jej przełamania, prowadzącego do kolejnej fali ostrej wyprzedaży akcji?
Perspektywa inwestorów giełdowych w ostatnich dniach znów po raz kolejny zaczęła się zmieniać. Do tej pory zdominowana była przez czynniki związane z wydarzeniami w sektorze finansowym na świecie oraz sytuacją na rynku międzybankowym i ich wpływem na kondycję globalnej gospodarki.
Teraz interesuje ich, jak poważne będą kłopoty ekonomiczne i jak bardzo wpłyną one na kondycję spółek. Uwaga inwestorów w mniejszym stopniu skupiała się na obszarach, w których problemy zdążyły się już wcześniej ujawnić (branża finansowa i stery powiązane z rynkiem nieruchomości). Bardziej przywiązywali oni wagę do obszarów, gdzie trudności dopiero teraz zaczynają występować lub mogą ujawnić się i w najbliższym czasie (eksport i przychody amerykańskich spółek z zagranicznych rynków, prognozy wyników za ostatni kwartał i cały 2009 r., szczególnie dla branż, w których oczekiwano poprawy zysków).
Czy może być jeszcze taniej?
Na parkiecie trwają silne spadki w reakcji na pogarszającą się koniunkturę światową - drożejącą ropę i problemy banków na świecie. Inwestorzy uciekają z warszawskiej giełdy i… wartość rynkowa niektórych spółek jest mniejsza od gotówki, jaką mają w kasie.
Spadki na warszawskiej giełdzie trwają niemal bez przerwy od 12 miesięcy. Od października ubiegłego roku do czerwca 2008 nie było miesiąca, żeby indeksy wzrosły. Tymczasem na zagranicznych giełdach jeszcze w III kwartale ubiegłego roku dominowały wyraźne wzrosty, a drugi kwartał 2008 r. najważniejsze giełdy zakończyły niewielkimi spadkami rzędu 2-3 proc. W tym samym II kwartale 2008 r. indeks WIG20 spadł o 10,9 proc. a wskaźnik dla małych i średnich spółek obniżył się o 15,4 proc. Patrząc na ranking giełdowych indeksów na świecie za ostatnie 12 miesięcy, WIG20 znalazł się w ostatniej dziesiątce najgorszych wskaźników giełdowych - większe straty przyniosły inwestorom m.in. inwestycje w Irlandii, Estonii (oba kraje w I kwartale 2008 r. zanotowały ujemny wzrost PKB), w Belgii i Szwecji a także w Turcji czy Wietnamie. W żadnym z tych krajów (może z wyjątkiem Szwecji) sytuacja gospodarcza nie jest tak dobra jak w Polsce. Mniej można było stracić na akcjach m.in. w USA, czy Wielkiej Brytanii, a więc w krajach najmocniej dotkniętych przez kryzys na rynku nieruchomości.
Bessa skończy się, gdy pojawi się myśl że trwać będzie wiecznie
Mimo największego od kilku miesięcy wzrostu na naszej giełdzie z czwartku indeks WIG siódmy kolejny tydzień zamknął pod kreską. To najlepiej pokazuje, że z obwieszczaniem nadejścia lepszych czasów dla warszawskiej giełdy nie ma się co spieszyć
Poprawa koniunktury wynikała z dwóch czynników. Na duże wyprzedanie rynków (WIG przez dwa miesiące od połowy maja stracił ponad jedna piątą) nałożyła się poprawa sytuacji odnośnie do wyników finansowych amerykańskich firm finansowych w II kwartale oraz cen ropy naftowej, które przeżyły jeden z mocniejszych spadków w tym roku.
W obu przypadkach poczucie ulgi może być jednak złudne. To, że rezultaty spółek finansowych nie były takie złe, jak przewidywano, nie oznacza, że mogły zadowalać. Spadek zysków 25 przedsiębiorstw z tej branży, wchodzących w skład indeksu S&P 500, które dotychczas opublikowały wyniki, sięga 79 proc. Regres jest wiec potężny.
Trudno przy tym mówić o całościowym obrazie, gdyż rezultaty podało dopiero nieco ponad jedna czwarta firm. Co przy tym istotne, pytanie o kondycję spółek finansowych nie jest kluczowe w kontekście sezonu publikacji wyników za II kwartał w USA. Ma ono przede wszystkim dać odpowiedź na pytanie, czy spowolnienie gospodarcze przekłada się na rezultaty firm z innych sektorów niż te, które dotychczas ucierpiały, czyli finansowy i powiązane z rynkiem nieruchomości. Na razie, po publikacji osiągnięć przez około 18 proc. firm, tych wątpliwości nie można jednoznacznie rozstrzygnąć. Wyłączając spółki finansowe zyski przedsiębiorstw z S&P 500 wzrosły o 12,7 proc, z tymi firmami spadły o ponad jedną piątą.
