Grzebiąc kijem w mrowisku
W minionych 12 miesiącach z funduszy inwestycyjnych wycofano 35 mld zł. Po kilku dobrych latach przyszło odwrócenie trendu. Przyczyna zniechęcenia do funduszy jest prosta: DUŻE straty. Głównym winowajcą: rynek akcji. Mimo że średnia roczna stopa zwrotu z WIG-u wyniosła 5 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat, to wynik inwestycyjny sektora TFI na akcjach, liczony wewnętrzną stopą zwrotu (IRR), wyniósł -17,7 proc. w skali roku (dla porównania, OFE mają w tym okresie IRR równy o, czyli wartość akcji w 2008 r. równa jest wartości początkowej z 2004 r. i sumie wpłat na akcje).
Zakładając, że zachowana byłaby proporcja między sumą wpłat w okresie 2004-2008 a wartością portfela na początku 2004 r., plan systematycznego inwestowania w akcje (WIG) przyniósłby w sektorze TFI wynik (IRR) na poziomie -12,2 proc. rocznie (dla porównania, 0 proc w OFE).
Standardy na przeczekanie kryzysu
Zmiany w standardach rachunkowości, umożliwiające reklasyfikację aktywów, wywołały spore zamieszanie na rynku. Przepisy adresowane były głównie do instytucji finansowych. Mogły z nich jednak skorzystać również firmy posiadające akcje spółek giełdowych, wraz z przywilejem pojawiły się także obowiązki.
Rozporządzenie Komisji Wspólnot Europejskich wprowadziło możliwość zmiany zasad klasyfikacji aktywów finansowych nawet w przypadkach, w których wcześniej obowiązujące przepisy tego zabraniały. W efekcie firmy mogły uratować sprawozdania za III kwartał. Decyzja podjęta przez zarząd przed koncern października umożliwiała bowiem zmianę klasyfikację aktywów ze wsteczną datą. Pytani przez nas audytorzy zwracają jednak uwagę na dodatkowe obowiązki informacyjne, jakim będą musiały sprostać firmy, które zdecydują się na ten zabieg.
Doradca nie uwalnia od ryzyka
Inwestowanie we współpracy z doradcą jest bezpieczniejsze niż w pojedynkę. Musimy się jednak liczyć z ryzykiem strat, których nikt nam nie zrekompensuje
Nim powierzymy nasze oszczędności doradcom, warto się zastanowić, czy nasze pienią- dze będą w ich rękach bezpieczne oraz na jakich zasadach będą oni ponosić odpowiedzialność za swoje działania.
Kluczowe decyzje podejmuje klient, doradca może przesądzić o szczegółach
Na początek dobre informacje dla inwestorów: zarządzanie portfelem, w którego skład wchodzi co najmniej jeden tzw. maklerski instrument finansowy, oraz doradztwo inwestycyjne dotyczące takich instrumentów, dopuszczonych do zorganizowanego obrotu, jest działalnością regulowaną przez prawo, która może być wykonywana tylko po uzyskaniu zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Ponadto wykonywanie zawodu doradcy inwestycyjnego wymaga zdania państwowego egzaminu z zakresu prawa i ekonomii oraz wpisu na listę prowadzoną przez KNF, ściśle nadzorującą działalność firm inwestycyjnych (banków i domów maklerskich). Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych prowadzi i zarządza systemem rekompensat, w którym gromadzone są środki na wypłaty dla inwestorów w razie problemów domu maklerskiego. Polskie prawo zawiera więc wiele zabezpieczeń chroniących interesy inwestorów. Nie znaczy to jednak, że współpraca z doradcą zapewnia zupełnie spokojny sen.
Wiara w technologię kontra zdrowy rozsądek
Rozpoczynając samodzielne inwestowanie na rynkach finansowych trzeba zdać sobie sprawę, że znaczna część rynkowych przeciwników to komputery.
Obecnie najsilniejsze maszyny obliczeniowe zaprzęgnięte są do pracy przy niemal każdym elemencie podejmowania decyzji inwestycyjnej. Komputery skutecznie pomagają w budowaniu strategii i modeli ekonomicznych. Skutkiem tego mamy rozbudowaną (na razie głównie na Zachodzie) branżę informatycznego wsparcia podejmowania decyzji inwestycyjnych. W tej grupie znajdziemy pasjonatów, którzy samodzielnie piszą skrypty do popularnych programów analizy technicznej (MetaStock, Tradestation, czy rodzimego Amibrokera).
Czy to dobrze, czy źle, że silne wsparcia są tak blisko?
Około 13 proc. dzieli amerykański S&P 500 od dołków internetowej bessy, stanowiących bardzo silne wsparcie. W początkach czwartkowej sesji było to zaledwie około 7 proc.
Przy obecnej zmienności notowań to bardzo niewiele. Czy z bliskością tak silnej bariery można wiązać nadzieję na odbicie, czy raczej obawiać się jej przełamania, prowadzącego do kolejnej fali ostrej wyprzedaży akcji?
Perspektywa inwestorów giełdowych w ostatnich dniach znów po raz kolejny zaczęła się zmieniać. Do tej pory zdominowana była przez czynniki związane z wydarzeniami w sektorze finansowym na świecie oraz sytuacją na rynku międzybankowym i ich wpływem na kondycję globalnej gospodarki.
Teraz interesuje ich, jak poważne będą kłopoty ekonomiczne i jak bardzo wpłyną one na kondycję spółek. Uwaga inwestorów w mniejszym stopniu skupiała się na obszarach, w których problemy zdążyły się już wcześniej ujawnić (branża finansowa i stery powiązane z rynkiem nieruchomości). Bardziej przywiązywali oni wagę do obszarów, gdzie trudności dopiero teraz zaczynają występować lub mogą ujawnić się i w najbliższym czasie (eksport i przychody amerykańskich spółek z zagranicznych rynków, prognozy wyników za ostatni kwartał i cały 2009 r., szczególnie dla branż, w których oczekiwano poprawy zysków).
Jeszcze pół roku bessy
Krach na rynku ropy naftowej jest warunkiem koniecznym do zakończenia kryzysu w sektorze finansowym. Jego przyczyną jest odpływ kapitału z centrów gospodarczych na surowcowe peryferia.
Dopiero zdjęcie z krajów rozwiniętych rekordowo wysokiego „podatku surowcowego„ pozwoli ten krwotok zatamować
Rozpoczęte w połowie lipca, najsilniejsze od trzech miesięcy, odbicie cen akcji na krajowym rynku rozbudziło nieśmiałe nadzieje na zakończenie bessy. Z pochopnymi decyzjami o powrót na rynek akcji nie należy się jednak nadmiernie spieszyć.
Rynki jak w Wielkim Kryzysie
Żaden z czynników, mogących zapowiadać poprawę koniunktury na światowych giełdach, które były skuteczne przez ostatnie kilkadziesiąt lat, obecnie nie ma znaczenia dla rozwoju wypadków.
To wzmacnia przekonanie, że giełdy i inne rynki finansowe zachowują się obecnie jak w czasach Wielkiego Kryzysu Gospodarczego, występującego raz na kilkadziesiąt lat, a nie tymczasowego przesilenia, które skończy się po jednym czy dwóch kwartałach, tak jak na przykład w trakcie poprzedniej recesji w Ameryce z początku XXI wieku. Przez ostatnich kilkanaście miesięcy rynki miały rację. Nie ma powodów, by im nie wierzyć teraz.
Banki centralne próbują reanimować rynki finansowe
Rezerwa Federalna oraz banki centralne Innych państw podjęły skoordynowane działania, mające przywrócić płynność na rynku krótkoterminowych pożyczek międzybankowych. Jednak wpompowanie do systemu bankowego miliardów dolarów może nie wystarczyć, aby zażegnać kryzys finansowy.
Amerykańska Rezerwa Federalna, w porozumieniu z bankami centralnymi innych wiodących gospodarek, zasili światowy system bankowy dodatkowymi 200 mld USD, aby zażegnać nasilające się problemy z płynnością.
Globalne porozumienie
Fed, Europejski Bank Centralny, Bank Japonii, Bank Anglii, Bank Kanady oraz Szwajcarski Bank Narodowy ogłosiły w czwartek rano plany wsparcia załamującego się rynku krótkoterminowych pożyczek międzybankowych. W myśl porozumienia, Fed zwiększył z 67 mld USD do 247 mld USD sumę, jaką udostępnia swoim zagranicznym odpowiednikom w ramach nieoprocentowanej wymiany walutowej. W związku z zataczającym coraz szersze kręgi kryzysem, instytucje finansowe straciły do siebie zaufanie i niechętnie udzielają sobie pożyczek. Niedobór kapitału doprowadził w poniedziałek do wzrostu oprocentowania jednodniowej stawki LIBOR do rekordowego poziomu 6,44 proc. Po czwartkowej interwencji banków centralnych stopa ta wróciła do poziomu 3,84 proc, w porównaniu z 5,03 proc. jeszcze w środę.
Czy warto już wracać na rynek giełdowy?
Od miesięcy słyszymy o tym, że już warto kupować akcje. Równocześnie każdy, kto posłuchał się takich zaleceń, mniej lub więcej traci, w długim albo bardzo długim terminie ma szanse odrobić straty, ale zawsze najlepiej rozpocząć inwestycje od zysków. Czy teraz jest na to szansa?
Udany początek inwestycji jest bardzo ważny, jeśli nie lokujemy środków systematycznie przez długi czas. Przy systematycznym lokowaniu liczy się bardziej to, jaka koniunktura będzie w okresie j wycofywania środków. Nawet przedstawiciele TFI często podkreślają, że w ich biznesie z punktu widzenia możliwości osiągnięcia sukcesu przez jakiś fundusz (czyli pozyskania dużych aktywów) kluczowy jest moment startu. Chodzi o to, żeby przypadł na okres dobrej koniunktury. Również w branży funduszy hedgingowych zwraca się uwagę na wyniki inwestycji w początkowym okresie. Kiedy fundusz nie przynosi zysków w dwóch pierwszych latach, jest najczęściej zamykany.
Postanowiliśmy więc przeanalizować często powtarzane argumenty za kupowaniem akcji w obecnych czasach. Praktycznie każdy z nich ma kontrargument.
Czy może być jeszcze taniej?
Na parkiecie trwają silne spadki w reakcji na pogarszającą się koniunkturę światową - drożejącą ropę i problemy banków na świecie. Inwestorzy uciekają z warszawskiej giełdy i… wartość rynkowa niektórych spółek jest mniejsza od gotówki, jaką mają w kasie.
Spadki na warszawskiej giełdzie trwają niemal bez przerwy od 12 miesięcy. Od października ubiegłego roku do czerwca 2008 nie było miesiąca, żeby indeksy wzrosły. Tymczasem na zagranicznych giełdach jeszcze w III kwartale ubiegłego roku dominowały wyraźne wzrosty, a drugi kwartał 2008 r. najważniejsze giełdy zakończyły niewielkimi spadkami rzędu 2-3 proc. W tym samym II kwartale 2008 r. indeks WIG20 spadł o 10,9 proc. a wskaźnik dla małych i średnich spółek obniżył się o 15,4 proc. Patrząc na ranking giełdowych indeksów na świecie za ostatnie 12 miesięcy, WIG20 znalazł się w ostatniej dziesiątce najgorszych wskaźników giełdowych - większe straty przyniosły inwestorom m.in. inwestycje w Irlandii, Estonii (oba kraje w I kwartale 2008 r. zanotowały ujemny wzrost PKB), w Belgii i Szwecji a także w Turcji czy Wietnamie. W żadnym z tych krajów (może z wyjątkiem Szwecji) sytuacja gospodarcza nie jest tak dobra jak w Polsce. Mniej można było stracić na akcjach m.in. w USA, czy Wielkiej Brytanii, a więc w krajach najmocniej dotkniętych przez kryzys na rynku nieruchomości.
